Zaskakująco często w Top Online słyszymy od nowych klientów: „Strona już zrobiona, możecie działać!”. I choć bardzo cieszy nas ta gotowość do współpracy, w głowie od razu zapala się czerwona lampka. Bo jeśli SEO ma wystartować dopiero teraz, to tak, jakby ktoś zaprosił elektryka po wylaniu betonu i pomalowaniu ścian. Robota będzie dłuższa, droższa i pewnie w trakcie wypadnie Ci z nerwów kilka włosów. Kiedy więc warto odezwać się do specjalistów od pozycjonowania?
- „Strona gotowa, możecie wchodzić!” – czyli dlaczego to najgorszy moment na start SEO?
- Scenariusz 1: Kosztowny, czyli „Mamy gotową stronę”
- Scenariusz 2: Polecany, czyli „Planujemy nową stronę”
- Kluczowe etapy, na których SEO jest niezbędne (a o których nie myślisz)
- 1. Etap projektowania (makiety, UX/UI)
- 2. Etap architektury informacji (struktura)
- 3. Etap wdrożenia (development)
- A co z redesignem? Tu błąd kosztuje jeszcze więcej
- Podsumowanie: ruszać z SEO od razu czy nie? (Spoiler: odpowiedź jest tylko jedna)
- Podsumowanie w punktach
„Strona gotowa, możecie wchodzić!” – czyli dlaczego to najgorszy moment na start SEO?
Kiedy odbieram telefon od klienta, który z dumą w głosie mówi: „Panie Damianie, strona już wdrożona, możemy zaczynać SEO!”, moja reakcja jest zawsze podobna. W głowie zapala się czerwona lampka i pojawia się myśl: „serio, dopiero teraz?”.
Z doświadczenia wiem, że będziemy zaczynać nie od optymalizacji, tylko od napraw.
To sytuacja, która w naszej agencji SEO (i pewnie nie tylko naszej) zdarza się zdecydowanie zbyt często. Klienci angażują specjalistę dopiero po tym, jak strona już powstała. A prawda jest taka, że SEO nie jest dodatkiem, tylko fundamentem, od którego powinno się zaczynać.
Sprawa jest prosta – oszczędzamy wtedy czas, nerwy i budżet. Wprowadzanie poprawek technicznych, zmian w strukturze czy optymalizacji treści po zakończeniu projektu jest po prostu trudniejsze i droższe.
Gdybyśmy zostali zaproszeni do stołu wcześniej, wiele rzeczy udałoby się zrobić „przy okazji” – w ramach prac projektowych, a nie w ramach poprawek.
Poniżej wyjaśniam, dlaczego tak jest i kiedy NAPRAWDĘ warto do nas zadzwonić – niezależnie od tego, czy jesteś już naszym klientem i planujesz zmiany na stronie, czy dopiero szukasz partnerów, którzy zadbają o pozycjonowanie twojej witryny.
Scenariusz 1: Kosztowny, czyli „Mamy gotową stronę”
To klasyk. Klient przychodzi do nas z gotowym serwisem, i na pierwszy rzut oka wszystko wygląda idealnie – grafiki są dopracowane, design nowoczesny, deweloper oddał projekt na czas. Strona działa, ładuje się, przechodzi testy, a właściciel jest zadowolony.
Problem w tym, że często to tylko ładna fasada, za którą kryje się techniczny i strukturalny chaos.
Osoby tworzące strony – nawet bardzo dobre agencje interaktywne – zwykle mają inne cele. Skupiają się na wyglądzie, UX-ie, płynności animacji czy wizualnym storytellingu. SEO schodzi na dalszy plan, bo to „nie ich działka”. I to jest zrozumiałe, dopóki… nie trzeba się zmierzyć z rzeczywistością wyszukiwarek.
Kiedy zaglądamy „pod maskę”, zaczyna się robić (nie)ciekawie, a lista problemów rośnie z każdą minutą. Najczęściej trafiamy na:
- Problemy z projektem: Pytamy: „A gdzie miejsce na nagłówek H1 na stronie głównej?”. Dostajemy odpowiedź: „Grafik nie przewidział, psuje koncepcję”.
- Problemy ze strukturą: Kategorie w sklepie są stworzone „na wyczucie”, bez żadnej analizy słów kluczowych. Klient sprzedaje buty, ale zamiast „buty do biegania damskie” mamy kategorię „dla niej”, a zamiast „adidasy męskie” – „męska kolekcja”. Ładne i czytelne, ale jednocześnie kompletnie oderwane od tego, jak faktycznie szukają użytkownicy.
- Brak miejsca na treść: Projekt jest tak minimalistyczny, że nie ma gdzie dodać dodać opisów kategorii, tekstów usług czy nawet kilku akapitów bloga. Dla Google strona wygląda jak pusty szkielet – atrakcyjny wizualnie, ale pozbawiony kontekstu.
- Techniczne miny: Strona ładuje się 6 sekund, bo nikt nie zadbał o kompresję grafik, lazy loading czy caching. Adresy URL są przypadkowe, brakuje wewnętrznego linkowania, które łączyłoby kluczowe podstrony. Dane strukturalne? Brak. Canonical? „A co to takiego?”. Meta title? Skopiowane automatycznie z nazwy firmy.
I właśnie wtedy klient mówi: „To zaczynajcie pozycjonowanie”. A my musimy mu powiedzieć, że najpierw trzeba tu solidnie posprzątać.
To bardzo niewygodna rozmowa dla obu stron. Klient liczył, że prace nad stroną się zakończyły, a my informujemy, że nie tylko nie są skończone, ale że część trzeba zrobić od nowa. Co gorsza, z nowym budżetem i nowymi terminami.
Deweloper musi wrócić do projektu, poprawić strukturę linków, wdrożyć zmiany w CMS-ie, grafik przerabia makiety, a cały proces wydłuża się o tygodnie, czasem miesiące.
Wszystko to, co można było zrobić dobrze za pierwszym razem – w ramach pierwotnego projektu – staje się teraz osobnym zleceniem, z osobnym kosztorysem.
Z perspektywy klienta to zrozumiała frustracja. Z perspektywy SEO-wca – przykra codzienność, której można było uniknąć jednym telefonem wcześniej.
Gdybyśmy zostali włączeni do projektu w momencie, gdy powstawały pierwsze makiety, większość tych poprawek wdrożylibyśmy w trakcie prac. Bez dopłat, bez stresu i bez przekładania terminów.
Scenariusz 2: Polecany, czyli „Planujemy nową stronę”
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, kiedy słyszymy: „Jesteśmy na etapie planowania nowej strony i chcemy zrobić to dobrze pod SEO”.
To muzyka dla naszych uszu. Możemy wtedy realnie pomóc, zanim pojawią się jakiekolwiek ograniczenia.
Jako specjalista SEO jestem niemal pewien, że będę miał odpowiednio dużo czas na audyt i zaplanowanie wszystkich zmian. Gdy wszystko musi być na wczoraj, po prostu łatwiej o błąd czy niedopatrzenie.
W takim modelu stajemy się częścią zespołu projektowego – działamy razem z grafikiem, deweloperem i copywriterem. Nie po to, żeby blokować ich pomysły, ale żeby je uzupełniać. Upewniamy się, że serwis będzie nie tylko ładny, ale też skuteczny w Google.
SEO w takim ujęciu nie polega na mówieniu „nie da się”. To raczej ciągłe szukanie rozwiązań, które połączą estetykę, technikę i strategię. I co najważniejsze – pozwolą klientowi ruszyć z projektem szybciej, bez poprawek, które pojawiłyby się później.
Kluczowe etapy, na których SEO jest niezbędne (a o których nie myślisz)
W praktyce są trzy momenty, w których nasza praca naprawdę robi różnicę. I to właśnie wtedy najlepiej mieć nas po swojej stronie.
1. Etap projektowania (makiety, UX/UI)
Zanim grafik narysuje pierwszą kreskę w Figmie, powinien dostać od nas wytyczne. Dzięki temu możemy zadbać o logiczne nagłówki, miejsce na treści i strukturę, która nie będzie przypadkowa. Widzimy wtedy cały projekt jeszcze przed zatwierdzeniem, więc możemy reagować, zanim coś stanie się problemem.
2. Etap architektury informacji (struktura)
To etap, który często bywa pomijany, a jest absolutnie kluczowy. Zanim powstanie menu i pierwsze kategorie, my już mamy gotowe badanie słów kluczowych. Wiemy, czego szukają użytkownicy, i pomagamy ułożyć strukturę strony tak, by odpowiadała na ich potrzeby.
To właśnie wtedy rodzi się widoczność w Google – nie po wdrożeniu, tylko w momencie, gdy struktura nabiera sensu.
Swoja drogą, odpowiednia liczba kategorii, dopasowanych do różnych typów zapytań, to naprawdę dobra droga do widoczności serwisu lub sklepu!
3. Etap wdrożenia (development)
Na etapie wdrożenia specjalista SEO nie pisze kodu, ale stoi obok tych, którzy to robią – jak kontroler jakości, który dba o to, żeby fundamenty strony były stabilne. Patrzymy deweloperom na ręce nie po to, żeby ich oceniać, ale by dopilnować, że wszystko, co ma wpływ na widoczność w Google, zostało wykonane poprawnie i w odpowiednim momencie.
To etap, który decyduje o tym, czy strona w ogóle ma techniczny potencjał, by później się wypozycjonować.
Pilnujemy więc całego zaplecza technicznego:
- szybkości ładowania strony (Core Web Vitals) – sprawdzamy, czy obrazy są zoptymalizowane, czy działa lazy loading, czy ogarniamy pliki CSS i JS itd.;
- adresów URL – muszą być logiczne, krótkie, pozbawione zbędnych parametrów i powinny odzwierciedlać strukturę informacji;
- danych strukturalnych (Schema) – wdrażamy je w taki sposób, by Google mógł łatwiej zrozumieć zawartość strony i wyświetlać ją w formie rich snippets, co realnie zwiększa CTR;
- tagów canonical – kontrolujemy, czy wskazują poprawne wersje stron i zapobiegają duplikacji treści;
- nagłówków, meta tagów i altów – mogą generować się automatycznie, a to w praktyce często oznacza, że również błędnie;
- pliku robots.txt i mapy witryny (sitemap.xml) – które odpowiadają za to, co Google w ogóle może zobaczyć i zaindeksować.
Z perspektywy klienta często to właśnie na tym etapie wychodzi, jak bardzo opłaca się mieć SEO-wca w zespole. Dzięki bieżącej współpracy możemy reagować natychmiast, zanim drobiazgi urosną do skali problemów, które wymagają przebudowy.
Innymi słowy – jeden dobrze przeprowadzony etap wdrożenia może oszczędzić miesiące frustracji i tysięcy złotych na poprawki.
A co z redesignem? Tu błąd kosztuje jeszcze więcej
Najbardziej newralgiczny moment to przebudowa istniejącego serwisu. Wydaje się, że to tylko „odświeżenie wyglądu”, ale w rzeczywistości jest to jeden z najtrudniejszych momentów z punktu widzenia SEO.
Często słyszymy: „Zrobiliśmy redesign, teraz możecie działać”. Tyle że redesign bez SEO to ryzyko utraty wszystkiego, co do tej pory działało – ruchu, pozycji, linków. To trochę jak wyburzenie starych ścian bez sprawdzenia, które z nich są nośne. Może się to skończyć nawet całkowitą utratą widoczności, którą serwis rozwijał latami.
Tutaj wchodzą już kwestie nie tylko poprawności technicznej, ale też płynnego przejścia z punktu A (stara strona) do punktu B (nowa strona).
W takich sytuacjach kluczowa jest mapa przekierowań 301, czyli dokładne odwzorowanie tego, które stare adresy prowadzą teraz do jakich nowych stron. To zadanie, które może wydawać się drobne, ale w praktyce decyduje o tym, czy po wdrożeniu strona zachowa zbudowaną już widoczność i pozycje, czy spadnie w przepaść wyników wyszukiwania.
Robienie tego po fakcie to już nie gaszenie pożaru – to raczej sprzątanie pogorzeliska. Znów jest to działanie pod olbrzymią presją czasu i wyników, gdzie najłatwiej o pomyłkę.
Podsumowanie: ruszać z SEO od razu czy nie? (Spoiler: odpowiedź jest tylko jedna)
Nie ma tu żadnej tajemnicy ani marketingowej filozofii – wczesne zaangażowanie specjalisty SEO to po prostu przejaw zdrowego rozsądku.
Z naszego doświadczenia wynika jednoznacznie: lepiej zaprosić nas za wcześnie niż za późno. W najgorszym razie powiemy, że jeszcze nie czas. W najlepszym – uchronimy Twój projekt przed kosztownymi błędami.
I właśnie dlatego mówimy o tym tak często. SEO to nie etap po zakończeniu projektu, tylko jego integralna część. A im wcześniej zaczniemy, tym szybciej, taniej i skuteczniej dotrzemy do celu.
Podsumowanie w punktach
- Start SEO dopiero po zakończeniu prac nad stroną to proszenie się o kłopoty – praktycznie zawsze prowadzi to do kosztownych poprawek.
- Gotowy serwis często okazuje się pełen błędów technicznych i strukturalnych, które wymagają mniejszych lub większych przeróbek.
- Najlepsze efekty daje włączenie SEO od początku prac nad serwisem – wtedy wszystko można na spokojnie zaplanować.
- SEO ma największy wpływ, gdy działa od etapu projektowania po wdrożenie, nie świeżo po starcie strony.
- SEO powinno towarzyszyć projektantom od pierwszych makiet, by uwzględnić treści, strukturę i hierarchię nagłówków.
- Badanie słów kluczowych pozwala zaprojektować logiczną strukturę strony dopasowaną do zapytań użytkowników.
- SEO-wiec pełni rolę kontrolera jakości, pilnując prędkości, adresów URL, danych strukturalnych i poprawności kodu.
- Brak SEO przy przebudowie strony może doprowadzić do zupełnej utraty pozycji i ruchu.


