Huczna premiera ChatGPT-6 Astra – kolejnego najlepszego i najpotężniejszego modelu AI w historii. Filtr kategorii w Google Trends, który pozwala odkrywać popularne zapytania z konkretnej dziedziny. Weryfikacja wizytówki firmowej Google za pomocą zdjęcia. Poza tym konkurencyjne wyszukiwarki w Europie dostaną wgląd w dane Google oraz ciekawy sposób autopromocji przeglądarki DuckDuckGo.
1. Premiera ChatGPT-6 Astra – czy wchodzimy w erę AGI?
Nowa rodzina potężnych modeli od OpenAI właśnie zadebiutowała. Na oficjalnych prezentacjach wygląda to jak… przyszłość. Ludzie stoją przed wielkim ekranem i po prostu rozmawiają z komputerem, a sztuczna inteligencja m.in. tworzy modele 3D i sama robi z nich interaktywną grę.
W głowie mam obraz Tony'ego Starka w zbroi Iron Mana, który wydaje polecenia Jarvisowi, swojemu inteligentnemu asystentowi – zrób to, uruchom tamto, oblicz to :D.
Ok, wróćmy na ziemię. Z czym mamy do czynienia w przypadku ChatGPT-6 Astra i czy faktycznie można mówić o rewolucji – i pierwszym modelu na poziomie AGI?
Warto wiedzieć
Artificial General Intelligence (AGI), czyli sztuczna inteligencja ogólna, to hipotetyczny rodzaj AI, który potrafiłby wykonywać bardzo szeroki zakres akcji na poziomie porównywalnym z człowiekiem. W przeciwieństwie do dzisiejszych modeli wyspecjalizowanych w określonych zadaniach, AGI uczyłaby się nowych rzeczy, rozumowała, rozwiązywała problemy i przenosiła wiedzę między różnymi dziedzinami bez konieczności trenowania osobnego systemu do każdego zastosowania.
Astra została stworzona przede przede wszystkim z myślą o wykonywaniu złożonych, wieloetapowych zadań z wykorzystaniem różnych narzędzi i aplikacji. I to chyba najważniejsza rzecz, którą warto o niej wiedzieć.
Model potrafi m.in. przeszukiwać internet i pliki, uruchamiać kod, korzystać z terminala, obsługiwać narzędzia zewnętrzne czy sterować interfejsem komputera. Może na przykład pracować z CRM-em, arkuszem czy panelem sklepu, wykonywać kolejne operacje i na końcu sprawdzić rezultat.
Okno kontekstowe ustalono na 1 050 000 tokenów. To akurat ważna informacja dla wszystkich specjalistów planujących długie sesje programistyczne, analizy dużych zbiorów dokumentów czy rozbudowane zadania agentowe.
Model ma również mechanizmy pozwalające zachowywać informacje z wcześniejszych etapów pracy, dzięki czemu długie zadania nie muszą zaczynać się od zera po wyczerpaniu kontekstu.
Astra nie jest jednak modelem, który automatycznie powinien zastąpić wszystkie inne, „gorsze” LLM-y – głównie z uwagi na cenę.
Tanio to już było: standardowo zapłacimy 10 dolarów za milion tokenów wejściowych i 50 dolarów za milion tokenów wyjściowych. Przy bardzo dużych kontekstach koszt może być jeszcze wyższy.
Dlatego używanie jej do prostego generowania opisów produktów, klasyfikacji danych czy krótkich odpowiedzi zwyczajnie mija się z celem. Ale też nie po to Astrę zaprojektowano, a poprzednie modele nadal świetnie sobie poradzą z takimi prostymi zadaniami.
Warto wiedzieć
Więcej informacji o ChatGPT-6 Astra znajdziecie na stronie OpenAI: https://openai.com/index/gpt-6-astra/
OpenAI podkreśla, że przy wyborze modelu nie powinno się patrzeć wyłącznie na cenę tokenów. Ważniejsze jest to, ile kosztuje wykonanie całego zadania. Jeśli Astra dzięki większej skuteczności, mniejszej liczbie prób i lepszej pracy z narzędziami będzie w stanie szybciej doprowadzić skomplikowany proces do końca, jej wyższa cena może być uzasadniona.
Najlepszym podejściem będzie pewnie wykorzystanie różnych modeli w zależności od potrzeb. Proste i masowe operacje można zostawić tańszym modelom, a Astrę wykorzystywać tam, gdzie potrzebne są długie sesje, praca z wieloma narzędziami, computer use albo wykonanie skomplikowanego procesu od początku do końca.
Źródła: OpenAI, Blog Surowiecki.
2. Nowy filtr kategorii w Google Trends
Google rozszerza możliwości Google Trends o nowy filtr kategorii, który pozwala dokładniej analizować, czego szukają użytkownicy w konkretnych obszarach tematycznych.
Zamiast ograniczać się do wpisania konkretnego słowa czy frazy, można teraz zawęzić dane do wybranej kategorii, a następnie określić region i okres, który nas interesuje.
Fajna jest zwłaszcza możliwość korzystania z filtra kategorii bez wpisywania żadnego zapytania. Wtedy Google Trends może pokazać najpopularniejsze wyszukiwania w danej kategorii.
Możemy więc zacząć analizę nie od konkretnego słowa kluczowego, ale od całego tematu – i w ten sposób sprawdzić, jakie zapytania faktycznie cieszą się zainteresowaniem użytkowników.
Z punktu widzenia pozycjonowania i content marketingu wydaje się to całkiem przydatną funkcją. Google Trends może dzięki temu służyć nie tylko do sprawdzania popularności znanych już fraz, ale również do odkrywania nowych tematów i kierunków zainteresowania odbiorców.
Więcej informacji na Search Engine Watch.
3. Kolejna metoda weryfikacji wizytówek firmowych Google
Profile firmowe w Google mogą już niedługo zyskać nową metodę weryfikacji. U części użytkowników pojawiła się opcja „Submit a business photo", czyli możliwość przesłania zdjęcia firmy jako elementu procesu weryfikacyjnego.
To o tyle ciekawe, że zdjęcia do tej pory były raczej dodatkowym materiałem potwierdzającym istnienie organizacji, a nie samodzielną ścieżką weryfikacji.
Na razie nie wiadomo jednak dokładnie, jak Google będzie wykorzystywać przesłane fotografie.
Jedną z możliwości jest zwykła ręczna weryfikacja, podczas której ktoś analizuje przesłany materiał i na jego podstawie ocenia wiarygodność firmy.
W drugim scenariuszu Google może łączyć informacje ze zdjęcia z innymi dostępnymi sygnałami, takimi jak dane dotyczące lokalizacji czy zdjęcia ze Street View. W takim przypadku zdjęcie byłoby jednym z elementów bardziej zautomatyzowanego systemu oceniającego, czy dana firma rzeczywiście istnieje i działa pod wskazanym adresem.
Trzeba jednak podkreślić, że na tym etapie są to przede wszystkim przypuszczenia. Sam fakt pojawienia się nowej opcji został zaobserwowany, ale nie mamy jeszcze szczegółowych informacji o zasadach jej działania ani o tym, czy funkcja jest dostępna dla wszystkich firm.
Źródło: Search Engine Watch.
4. Google udostępni europejskim konkurentom dane, których nie widać w Search Console
Google ma wkrótce udostępnić konkurencyjnym wyszukiwarkom w Europie część danych dotyczących działania swoich systemów wyszukiwania.
Chodzi o program wynikający z unijnego Digital Markets Act (o nazwie European Search Dataset Licensing Program), w ramach którego zakwalifikowane podmioty będą mogły uzyskać informacje m.in. o adresach URL pojawiających się w wynikach, ich pozycjach oraz interakcjach użytkowników z tymi wynikami.
Żeby uzyskać dostęp do danych, wyszukiwarka musi spełnić określone wymagania:
- osiąganie średnio co najmniej 50 tys. miesięcznych użytkowników z UE w poprzednim roku;
- oferowanie usług wyszukiwania w Unii Europejskiej przez co najmniej dwa lata;
- wyszukiwarka działająca krócej niż dwa lata może się kwalifikować, jeśli otrzymała ponad 50 mln euro finansowania.
Konkurenci Google mogą otrzymać informacje o kliknięciach, powrotach do wyników, najechaniach kursorem, przewijaniu czy czasie oglądania. Do takich danych nie mają dostępu nawet wydawcy i właściciele stron korzystający z GSC.
Tu jednak ważne zastrzeżenie: część rzadkich zapytań będzie filtrowana, dane nie będą dostępne w czasie rzeczywistym, a ich opóźnienie ma wynosić co najmniej siedem dni. Google wprowadza też ograniczenia dotyczące przechowywania i audytowania tych informacji.
Pierwsze umowy licencyjne mają być zawierane od 17 września 2026 roku, a próbki danych mają pojawić się od 16 listopada.
Więcej informacji na Search Engine Watch.
5. DuckDuckGo używa Chrome'a, żeby… zniechęcić nas do korzystania z Chrome'a
Korzystacie na co dzień z przeglądarki Google Chrome lub Edge od Microsoftu – i za ich pośrednictwem przechodzicie do wyszukiwarki DuckDuckGo? Wbrew pozorom robi tak dużo użytkowników, których „kaczka" próbuje teraz przeciągnąć na swoją stronę.
Na stronie wyników wyszukiwania oraz na stronie nowej karty pojawiają się komunikaty w rodzaju „Switch to our browser" czy „Upgrade to our browser", zachęcające do instalacji DuckDuckGo.
Warto wiedzieć
DuckDuckGo to wyszukiwarka i przeglądarka stawiające przede wszystkim na prywatność użytkownika – firma deklaruje, że nie śledzi wyszukiwań ani historii przeglądania. Jej przeglądarka blokuje m.in. trackery, część reklam i ciasteczka służące do śledzenia użytkowników.
To ciekawy przykład cross-promocji. DuckDuckGo pozwala korzystać ze swojej wyszukiwarki w konkurencyjnych przeglądarkach, ale jednocześnie wykorzystuje ten kontakt z użytkownikiem do promowania własnego produktu.
Firma rozwija przy tym również wersję No-AI Search, która usuwa z wyszukiwarki funkcje oparte na generatywnej AI – co może być głównym impulsem do zmiany dla niektórych osób.
Na razie nie wiadomo, czy takie komunikaty są już szeroko wdrażane, czy stanowią część ograniczonego testu lub kampanii.
Źródło: Search Engine Watch.


